Definicja
buddyzmu może nastręczać wiele trudności ludziom, których ideologiczne
korzenie tkwią w kulturze zachodniej. Jak zatem traktować ten trwający
ponad dwa tysiące lat fenomen? Czy mamy do czynienia z filozofią, drogą
życiową, kodeksem etycznym czy wreszcie autentyczną religią? Synkretyzm
tego zjawiska stwarza zamęt wśród interpretatorów z kręgu naszej grecko –
łacińskiej kultury do tego stopnia, że negują umieszczenie buddyzmu w
kategorii systemu religijnego. W potocznym rozumieniu słowo „religia”
oznacza wiarę w Boga, który to Bóg jest pojmowany jako Istota Najwyższa,
uniwersalny kreator mikro- i makro- kosmosu, Światłość nad Światłościami,
Pan Nieba i Ziemi. Bóg stwarzając przyrodę nieożywioną i ożywioną, w tym i
ludzi, z którymi zawarł przymierze, objawia im poprzez swych kapłanów,
celebrujących ustalony obrządek, swoją wolę, żywo interesuje się
przebiegiem ludzkiej historii dokonując nierzadko cudownych interwencji w
zwrotnych punktach dziejów.
Tak
rozumiana wiara w Boga stanowi dla nas esencję religii, a we wszystkich
systemach uniwersalistycznych, takich jak chrześcijaństwo, judaizm czy
islam, odgrywa główną rolę, wraz z nieodzownym instrumentem, jakim jest
dogmatyka.
W
świetle stworzonych przez Zachód kategorii nie można buddyzmu uznać za
religię sensu stricto, chociażby dlatego, że buddyzm nie podziela
powyższych poglądów, mało tego, przeczy istnieniu Boga-Stwórcy. Z drugiej
strony buddyzm nie ma nic wspólnego z ideologiami ateistycznymi jak np.
marksizm, uznaje bowiem istnienie stworzeń i zjawisk nadnaturalnych,
takich jak bogowie, duchy czy koncepcja reinkarnacji.
Impas
w kwalifikacji buddyzmu do systemów religijnych przełamał Ninian Smart,
który zaniechał formułowania jakichkolwiek definicji i zaproponował
odmienną metodologię w interpretacji tego pojęcia, wytyczając kategorie
siedmiu podstawowych wymiarów. Według tej koncepcji wszystkie religie mają
następujące wymiary:
obrzędowo - rytualny
doświadczeniowo - emocjonalny
narracyjno - mityczny
doktrynalno - filozoficzny
etyczno - prawny
społeczno - instytucjonalny
materialny
Takie
podejście do sprawy jest wygodne i atrakcyjne dla każdego badacza,
albowiem nie ogranicza ono pojęcia religii do pojedynczej doktryny, nie
zakłada też żadnej wspólnej cechy, która spajałaby i określała jakąkolwiek
wspólnotę wiernych. Odrzucając zatem wszelkie krępujące stare nawyki czy
ksenofobiczne uprzedzenia oraz skłonności do zawężonego sposobu
definiowania czy interpretacji uznanie buddyzmu za religię jest w pełni
uzasadnione.
Nie
popadając zbytnio w przesadę buddyzm określić można jako klejnot ze
skarbca duchowości indyjskiej. Zaistniał ok. 2500 lat temu w Indiach,
gdzie religią panującą był braminizm, ideologiczna podpora ustroju
opartego na społeczeństwie kastowym. Przez całe stulecia przenikał do
wielu narodów i krajów wchłaniając po drodze elementy wielu tradycji,
przeszedł różne fazy rozwoju, nabierając bogactwa przeróżnych odmian,
wariantów i odcieni. Elementy indyjskie traktować jednak należy jako
źródłowe, główne i fundamentalne, tym bardziej, że kolejnym niejako
zaczynem tej religii była starożytna tradycja jogiczna, pozbawiona
początkowo stanu kapłańskiego i zhierarchizowanej, formalnej organizacji.
Jogini główny nacisk kładli na to, co i we współczesnych odmianach
buddyzmu jest najistotniejsze – bezpośrednie i osobiste zgłębianie
ostatecznych tajemnic życia. Jako niestrudzeni poszukiwacze duchowości i
wytrwali odkrywcy prawdy rozwinęli i udoskonalili wyrafinowaną technikę
medytacyjną w głównej mierze po to, aby odkryć prawdę i objawić mądrość w
postaci Najwyższej Rzeczywistości, którą odnaleźć można jedynie wewnątrz
siebie, w głębi ludzkiego serca.
Pierwsi
buddyści oparli swój światopogląd nie na linearności, lecz na cykliczności
czasu. Według tej idei wszechświat ani nie został stworzony w określonym
momencie, ani też nie przestanie istnieć w innym – istnieje i będzie
istniał na zawsze. Poddawany jednak będzie niezmiennie i bezustannie
niezliczonym cyklom narodzin i destrukcji w takim swoistym ontologicznym
perpetuum mobile.
Każda
istota, człowiek lub zwierzę, która powstała w tym cyklicznym kosmosie
jest kontynuacją i rezultatem czegoś, co egzystowało już wcześniej lub
stwarza przyczynę powstania nowego bytu – śmierć umożliwia narodziny… i
tak bez końca. Jednostka ludzka nie wiedzie zatem jednostkowego, odrębnego
bytu, tworzy jedynie kruche ogniwo w spiralnym łańcuchu, a tenże wyłania
się z nieokreślonej, bez konkretnego początku przeszłości i podąża w
przyszłość bez końca. W taki oto sposób, z pominięciem pewnych subtelności
czy ograniczeń, można w największym uproszczeniu wyjaśnić pojęcie
reinkarnacji, egzotycznej alternatywy dla człowieka Zachodu, który znużony
doczesnym prywatnym piekiełkiem, jest pozbawiony wszelkiej nadziei na
lepsze życie po tamtej stronie.
|