|
Wagę przykładać trzeba do tego, co jest
poważne, a nie trzeba do tego, co nie jest poważne. Otóż Bóg jedynie godny
jest tego, żeby mu poświęcać – i z jakim szczęściem! – całą uwagę,
człowiek zaś… jest jakby jakąś przemyślnie sporządzoną zabawką Boga i to,
że nią jest, stanowi największą jego wartość (…) Sprawy ludzkie nie
zasługują zaiste na to, żeby przykładać do nich wielką wagę, niemniej
musimy do nich przykładać wagę i w tym właśnie tkwi cała bieda(1).
STING
Te
ważkie słowa starożytnego greckiego filozofa Platona, przytoczone w innym
traktacie z dziedziny historii kultury współczesnego holenderskiego
myśliciela Johana Huizingi(2) ukazują rozterki
człowieka myślącego i wrażliwego, tkwiącego w trakcie swej aktywności w
dwóch odmiennych życiowych sferach: sacrum i profanum. Człowiek,
Homo sapiens czyli istota rozumna, od początku swego istnienia na
ziemi zawsze targany był wątpliwościami co do celu i sensu życia i nigdy
do końca, jednoznacznie i ostatecznie, nie potrafił określić swoich
życiowych priorytetów. Bo co w końcu powinno być dla niego w życiu
najważniejsze – czy tylko niezbędne zaspokajanie bytowych potrzeb, poprzez
walkę z otaczającą, jakże oporną naturą? Czy wyłącznie prokreacja wraz ze
wszystkim społecznymi konsekwencjami, aby przede wszystkim dążyć do
przedłużenia i zachowania gatunku? Czy nieustanne pomnażanie dóbr
materialnych i to często bez przemyślanych koncepcji ich konsumpcji? Czy
wyłącznie sprawianie sobie przyjemności i dogadzanie namiętnościom
nierzadko kosztem swych bliźnich? Czy wreszcie nieustanny rozwój duchowy w
ramach konkretnego systemu religijnego lub poza nim?
Pytania,
które tu zadano, pozwalają postawić tezę, że optymistyczna, oświeceniowa
definicja człowieka jako Homo sapiens jest w chwili obecnej
niedoskonała, niepełna i mało precyzyjna. Wspomniany wyżej holenderski
historyk kultury Johan Huizinga w przytoczonym również wyżej traktacie o
zabawie jako źródle kultury wprowadził dwa terminy uzupełniające
określenie naszego gatunku – Homo faber oraz z pozoru przeciwstawny
mu – Homo ludens. Pierwszy z tych terminów można tłumaczyć jako
„człowiek twórczy”, chociaż z twórczością w potocznym znaczeniu tego słowa
np. artystyczną, mało ma wspólnego. Owa twórczość człowieka przejawia się
tu raczej we wzmożonej aktywności, w nieograniczonej kreatywności i
zaradności życiowej. Nazwa „homo faber” posłużyła również za tytuł
powieści szwajcarskiemu pisarzowi, laureatowi literackiej nagrody Nobla –
Maxowi Frischowi. Bohater tego dzieła, operatywny, dynamiczny i w pełni
kompetentny biznesmen, prowadzący interesy na skalę światową, doznaje
życiowej klęski. Jego zawodowe ambicje, całkowite oddanie się morderczej
niemal pracy doprowadzają go do nieuleczalnej choroby, natomiast brak
jakichkolwiek refleksji nad swoim życiem prywatnym, którego właściwie nie
posiada, przyczyniają się za zrządzeniem okrutnego losu do popełnienia
przez niego karygodnego moralnie występku kazirodztwa. Konotacja ta
sprawia, że Homo faber jako koncepcja ludzkiej aktywności nie
napawa optymizmem.
Dogodniejsza
zatem dla dalszych rozważań będzie alternatywna idea Homo ludens
czyli człowieka oddanego zabawie. Pojęcie zabawy jest tu interpretowane
jako zjawisko kulturowe, a nie jako funkcja biologiczna. Dokładnie zaś
chodzi o to, aby zabawa w bardzo szerokim zakresie znaczeniowym była
traktowana jako część składowa pojęcia „kultury” niejako obok etnografii i
nauk pokrewnych. Kiedy w pewnym uproszczeniu stwierdzi się, że kultura
ludzka powstaje i rozwija się w zabawie, przyjmując przy tym postać
niekończącej się zabawy, natychmiast nabiera odpowiedniej rangi w całym
tym procesie kondycja artysty.
Artysta,
w tym i piosenkarz pełni wobec ludzi rolę służebną. Ma im dostarczać nie
tylko najprostszej rozrywki, powinien również wyzwalać i pobudzać u nich
pozytywne emocje: śmiech, radość, pogodę ducha, z drugiej zaś strony
skłaniać do wzruszeń, wywoływać zadumę, a także złość i gniew. Jednym
słowem przemawiać do ich sumień i wyobraźni na potrzeby potencjalnej
ludzkiej wrażliwości.
Nie zawsze
to się udaje. Wszechobecna komercjalizacja życia na Zachodzie nie ominęła
też świata sztuki. Sztuka stała się interesem – wyspecjalizowane agencje,
menadżerowie i producenci kreują zazwyczaj taki obraz artysty, aby jego
występy, trasy koncertowe i ogólny tzw. „image” przynosił jak największe
zyski. Szołbiznes, bo tak potocznie nazywa się wszelkie mechanizmy rynkowe,
rządzące rozrywką, jest nieubłagany. Zmusza to artystę, szczególnie, gdy
jest dopiero u progu sławy, do nie zawsze wygodnych i uciążliwych
kompromisów.
1. Platon, Leges VII 803 – 804 (dialogi
przyp. własny)
2. Johan Huzinga, Homo Ludens. Zabawa jako źródło kultury;
Warszawa 1985
|