www.sting.info.pl


"Jeremiah Blues"

Odrębność tego tekstu od poprzednich, omawianych powyżej objawia się w zgoła innym nastawieniu do rzeczywistości. Tym razem nie przemawia do nas udręczony rozterkami artysta, żaden moralista nie burzy naszego spokoju, nie ma tu również miejsca na subtelny, „rasowy” liryzm, który w twórczości Stinga niejednokrotnie zachwyca. Odzywa się za to przekorny kpiarz, prawie satyryk. Tytułowy biblijny Jeremiasz jest tutaj jakby antyprorokiem, nie roztacza żadnych tragicznych wizji, słowem, używając nieco kolokwialnego języka – „daje sobie wolne”. Ta przekora bierze się z przekonania, że nie ma najmniejszego sensu głosić światu o nadejściu przyszłych nieszczęść. Najgorsze nieszczęście dla tego świata już się spełniło – nuda i nijakość globalizmu. Wszystkie miejsca na świecie wyglądają tak samo, ludzie mówią tak samo o tych samych nonsensach i bzdurach, a możni tego świata np. politycy popełniają te same błędy. Nikomu nie zależy na zmianach, a ludzie przestali reagować na anomalia czy osobliwości. Każdy głos sprzeciwu, każda aktywność, wyrażająca niepokój tym stanem rzeczy nie ma najmniejszego sensu, bo i tak przejdzie bez echa, niczym przysłowiowy, biblijny „głos wołającego na pustyni”.

"Saint Augustine In Hell"

Bohaterem tego tekstu jest postać z hagiografii – legendarny św. Augustyn, który przed nawróceniem, zanim został uznany za świętego, prowadził żywot, delikatnie mówiąc, naganny. Ten fragment życiorysu świętego stanowił dla Stinga świetny punkt wyjścia, aby ukazać przykład grzesznika. Pokusa popełnienia grzechu jest tu przyrównywana do mistycznego zauroczenia obok zwykłego działania hormonów. Moralny relatywizm tego założenia stanowi pretekst do apoteozy kobiety jako obiektu miłości. Zestawienie obok siebie św. Teresy, nierządnicy z Babilonu, Madonny i matki może mieć posmak bluźnierstwa. Miłość jak zwykle u Stinga wszystko usprawiedliwia, chociaż prowadzi do piekła. Ale i tam diabeł , to w zasadzie kumpel, który pociesza świętego: „Uspokój się (…) poczuj się jak w domu, piekło jest pełne (…) fałszywych świętych (…) Nigdy nie jesteś sam, na pewno nie tu”.

"Tea In The Sahara"

Ta baśniowa impresja, stanowiąca kolejny przykład zainteresowania Stinga Wschodem nie jest ani przypowieścią, ani anegdotą, nie posiada też typowego dla artysty mocnego ładunku emocjonalnego. Nie można jednak doszukiwać się w tym miejscu żadnego banału czy ubóstwa wyobraźni. Dla ludzi Wschodu wspólne picie herbaty jest ważnym ceremoniałem, oznaką znaczących międzyludzkich związków, więzi miłości lub przynajmniej sympatii. Herbata pita na pustkowiu Sahary powinna tym bardziej te więzi umacniać, a związki pogłębiać. Złamanie obietnicy kolejnych spotkań, co uniemożliwia dalsze kontakty jest czynem wielce nagannym i może być uznane nawet za zdradę. Dotrzymywanie danego słowa jest prawdziwą cnotą, ale okrutny los nie zawsze nam w tym wypadku sprzyja.

"When The Angels Fall"

Ideały sięgające bruku, niespełnione marzenia, niemożność pełnej samorealizacji, to oczywiste symptomy kryzysu wartości czyli tytułowe spadające anioły. Ludzie pozbawieni wiary w ich najwyższe świętości są zawsze bezradni, samotni, opuszczeni przez swoje dobre duchy, zawieszeni między beznadziejną jawą a niespokojnym snem. Ideały i wartości w które wierzyły całe pokolenia nie dają się tak od razu zastąpić czymś podobnym, równie bliskim, wiarygodnym i budzącym zaufanie. Spadające anioły nie budzą smutku bądź litości, ale grozę, przerażenie, czasem bunt. Spadające anioły to zawiedzione nadzieje, których nie spełniło chrześcijaństwo wraz ze swymi pustymi kościołami i błąkającymi się duchami przodków.

Strona chroniona jest prawem autorskim i nie może być publikowana, kopiowana i udostępniana w żaden sposób, w całości lub w części, bez zgody jej autorów.