|
"Jeremiah Blues"
Odrębność tego tekstu od poprzednich, omawianych powyżej objawia się w
zgoła innym nastawieniu do rzeczywistości. Tym razem nie przemawia do nas
udręczony rozterkami artysta, żaden moralista nie burzy naszego spokoju,
nie ma tu również miejsca na subtelny, „rasowy” liryzm, który w twórczości
Stinga niejednokrotnie zachwyca. Odzywa się za to przekorny kpiarz, prawie
satyryk. Tytułowy biblijny Jeremiasz jest tutaj jakby antyprorokiem, nie
roztacza żadnych tragicznych wizji, słowem, używając nieco kolokwialnego
języka – „daje sobie wolne”. Ta przekora bierze się z przekonania, że nie
ma najmniejszego sensu głosić światu o nadejściu przyszłych nieszczęść.
Najgorsze nieszczęście dla tego świata już się spełniło – nuda i nijakość
globalizmu. Wszystkie miejsca na świecie wyglądają tak samo, ludzie mówią
tak samo o tych samych nonsensach i bzdurach, a możni tego świata np.
politycy popełniają
te same błędy. Nikomu nie zależy na zmianach, a ludzie przestali reagować
na anomalia czy osobliwości. Każdy głos sprzeciwu, każda aktywność,
wyrażająca niepokój tym stanem rzeczy nie ma najmniejszego sensu, bo i tak
przejdzie bez echa, niczym przysłowiowy, biblijny „głos wołającego na
pustyni”.
"Saint Augustine In
Hell"
Bohaterem tego tekstu jest postać z hagiografii – legendarny św.
Augustyn, który przed nawróceniem, zanim został uznany za świętego,
prowadził żywot, delikatnie mówiąc, naganny. Ten fragment życiorysu
świętego stanowił dla Stinga świetny punkt wyjścia, aby ukazać przykład
grzesznika. Pokusa popełnienia grzechu jest tu przyrównywana do
mistycznego zauroczenia obok zwykłego działania hormonów. Moralny
relatywizm tego założenia stanowi pretekst do apoteozy kobiety jako
obiektu miłości. Zestawienie obok siebie św. Teresy, nierządnicy z
Babilonu, Madonny i matki może mieć posmak bluźnierstwa. Miłość jak zwykle
u Stinga wszystko usprawiedliwia, chociaż prowadzi do piekła. Ale i tam
diabeł , to w zasadzie kumpel, który pociesza świętego: „Uspokój się
(…) poczuj się jak w domu, piekło jest pełne (…) fałszywych świętych (…)
Nigdy nie jesteś sam, na pewno nie tu”.
"Tea In The Sahara"
Ta baśniowa impresja, stanowiąca kolejny przykład zainteresowania
Stinga Wschodem nie jest ani przypowieścią, ani anegdotą, nie posiada też
typowego dla artysty mocnego ładunku emocjonalnego. Nie można jednak
doszukiwać się w tym miejscu żadnego banału czy ubóstwa wyobraźni. Dla
ludzi Wschodu wspólne picie herbaty jest ważnym ceremoniałem, oznaką
znaczących międzyludzkich związków, więzi miłości lub przynajmniej
sympatii. Herbata pita na pustkowiu Sahary powinna tym bardziej te więzi
umacniać, a związki pogłębiać. Złamanie obietnicy kolejnych spotkań, co
uniemożliwia dalsze kontakty jest czynem wielce nagannym i może być uznane
nawet za zdradę. Dotrzymywanie danego słowa jest prawdziwą cnotą, ale
okrutny los nie zawsze nam w tym wypadku sprzyja.
"When The Angels
Fall"
Ideały sięgające bruku, niespełnione marzenia, niemożność pełnej
samorealizacji, to oczywiste symptomy kryzysu wartości czyli tytułowe
spadające anioły. Ludzie pozbawieni wiary w ich najwyższe świętości są
zawsze bezradni, samotni, opuszczeni przez swoje dobre duchy, zawieszeni
między beznadziejną jawą a niespokojnym snem. Ideały i wartości w które
wierzyły całe pokolenia nie dają się tak od razu zastąpić czymś podobnym,
równie bliskim, wiarygodnym i budzącym zaufanie. Spadające anioły nie
budzą smutku bądź litości, ale grozę, przerażenie, czasem bunt. Spadające
anioły to zawiedzione nadzieje, których nie spełniło chrześcijaństwo wraz
ze swymi pustymi kościołami i błąkającymi się duchami przodków.
|