Richard
Donner – reżyser amerykański, jako pierwszy nakłonił Stinga do skomponowania
utworu specjalnie na potrzeby filmu. W 1991 przekonał on gwiazdora, aby
napisał piosenkę do jego najnowszego filmu – „Lethal Weapon3”. Była to
trzecia część przygód dwóch zwariowanych policjantów z Kalifornii granych
przez Mela Gibsona i Danny'ego Glovera. Ilustracją dźwiękową do tej filmowej
produkcji zajmował się już wcześniej legendarny gitarzysta Eric Clapton i
nieżyjący już kompozytor muzyki filmowej Michael Kamen. Kompozytorzy Ci,
przesłali Stingowi swoje tematy muzyczne z poprzednich części filmu i
czekali na to, co stworzy ich rodak. W ten sposób powstała pierwsza piosenka
Stinga pisana specjalnie na potrzeby kina. „It's Probably Me”(*) okazała się
typowym "buddy movie theme" czyli motywem muzycznym opowiadającym o
prawdziwej męskiej przyjaźni. Sting sam napisał słowa tego utworu, natomiast
na ścieżce dźwiękowej filmu, można usłyszeć go w towarzystwie dźwięków
gitary Erica Claptona. Kompozycja okazała się sukcesem komercyjnym, który
otworzył nowy rozdział w muzycznej karierze Stinga. Na
kolejny wielki sukces nie trzeba było długo czekać. W 1993 roku Sting i
Michael Kamnen ponownie połączyli swe siły i wraz z Bryanem Adamsem i
Rodem Stewartem napisali piosenkę „All For Love”, promującą disneyowską
tym razem wersję „The Three Musketeers”. Z założenia „skazany” na łatwy
sukces kasowy, przebojowy utwór gwiazd rocka, szybko odniósł dużą
popularność. Krytycy natomiast podzielili się w swych opiniach na dwa
skrajne obozy. Jedni nazwali go: niezbyt udanym artystycznie, inni
natomiast szybko przypisali mu określenie: pięknej piosenki, która stała
się symbolem nowego kierunku w twórczości Stinga. Bez względu jednak na
wszelkie opinie, utwór podbił serca milionowej publiczności na całym
świecie i podobnie jak „It's Probably Me” stał się komercyjnym strzałem w
dziesiątkę.

      

Dzięki
tym sukcesom rok 1993 dla muzyki filmowej okazał się rokiem Stinga. Coraz
więcej reżyserów chciało mieć piosenkę promującą film napisaną właśnie
przez niego. Do tej grupy zaliczał się między innymi Luc Besson, który za
zgodą autora w tym samym roku umieścił jedną z jego kompozycji w filmie
„Leon Zawodowiec”. Poszerzona o gitarowe intro w wykonaniu znakomitego
gitarzysty Dominica Millera piosenka „Shape Of My Heart” okazała się
genialnym podsumowaniem wzruszającej historii przyjaźni płatnego zabójcy,
którego zagrał Jean Reno i osieroconej tragicznie dziewczynki (Natalie
Portman). Dziwi więc niezmiernie fakt, że pomimo, iż utwór stał się wręcz
nierozerwalną częścią filmu, bez której on sam wiele traci, z niewiadomych
powodów nie znalazł się on na wydanej do niego ścieżce dźwiękowej. A
jednak zdecydowana większość muzycznych odbiorców, jak i miłośników muzyki
kina, kojarzy piosenkę właśnie z tym filmem, choć tak naprawdę pochodzi
ona z wydanej niewiele wcześniej solowej płyty Stinga – "Ten Summoner's
Tales" z 1993 roku.
W tym
samym roku powstał jednak inny znakomity soundtrack Stinga do filmu
„Demolition Man”. Piosenkę o tym samym tytule w 1981 roku nagrała grupa
The Police. Dwanaście lat później ten stary przebój okazał się wręcz
idealny do filmu o Człowieku Demolce z Sandrą Bullock, Wesley Snipesem i
Sylvestrem Stallone w rolach głównych. Opowiadał on bowiem o bestii
tkwiącej wewnątrz każdego z nas i o naszej destruktywnej naturze(3). Aby
jednak mógł się on stać piosenką promującą film, Sting podjął się zadania
kompletnego przearanżowania i unowocześnienia utworu. Stąd więc jej nowy
charakter i nowoczesne brzmienie zupełnie nie przypominające tego z czasów
The Police. W Polsce film z utworem Stinga obejrzeć mogliśmy już na
początku 1994 roku.
*
obszerna analiza utworu znajduje się w kolejnym rozdziale pracy
3. R. Sellers, Sting – biografia, str.63, wyd. Britannica Press
& Education, Poznań 1992
|