|
...Zawsze to podkreślam, że tak czy
inaczej byłbym muzykiem. Sądzę, że mam naturę muzyka, kogoś kto
siedzi i ćwiczy grę na jakimś instrumencie. Wszystko jedno czy robiłbym to
dla 50 tysięcy ludzi czy tylko
dla swojego kota, w głębi duszy jestem muzykiem i to by się nie zmieniło.
Zawsze pisałem piosenki,
zawsze śpiewałem, więc myślę, że byłbym tą samą osobą, nawet gdybym nie
odniósł takiego sukcesu...
STING
Gordon
Matthew Sumner przyszedł na świat 2 października 1951. Był najstarszym z
czworga dzieci państwa Audrey i Erniego Sumnerów, zamieszkałych w Wallsend
– robotniczej dzielnicy portowego miasta Newcastle. Oprócz niego w
rodzinie był jeszcze starszy brat Philip i dwie siostry: Angela i Anita.
Ich ojciec był inżynierem, jednak pracował jako mleczarz, matka natomiast
była fryzjerką. Pierwsze kroki w sztuce wokalnej stawiał mając siedem lat,
śpiewając i służąc do mszy świętej, choć w tym okresie jego życia nie
wyróżniał się jeszcze wśród rówieśników zainteresowaniami muzycznymi.
Wyróżniał się jednak tym, iż dość wcześnie zdał sobie sprawę ze znaczenia,
jakie ma wykształcenie. Tam gdzie się wychowałem nie oczekiwano od
Ciebie zbyt wiele. Sądzę, że byłem dość bystry jako dziecko i wiedziałem,
że istnieje sposób na wyrwanie się stamtąd i że sposobem tym jest dobra
nauka w szkole i czytanie książek(1) Sting
twierdzi również, iż przeczytał „Wyspę Skarbów” w wieku lat sześciu.
Wszyscy zazdrościli Gordonowi. W przeciwieństwie do nas był bardzo
wychuchanym dzieciakiem. Mama stroiła go jak lalkę, a on nie wyściubiał
nosa znad książki(2), wspomina jeden z
jego rówieśników. Sting dorastał jednak w pewnej sprzeczności, ponieważ
ojciec był dla niego bardzo surowy i skutecznie hamował w nim wszelkie
przejawy artyzmu, matka natomiast sprzyjała wszelkim twórczym koncepcjom
młodego Gordona. Także w szkole średniej St. Cuthberts Grammar School,
której on sam nie wspomina dobrze, nie miał łatwego życia. Była to
katolicka instytucja o bardzo surowych zasadach, gdzie próbowano stłumić w
nim każdą iskierkę artyzmu i indywidualizmu(3).
Uczyli mnie księża. Na wszystkich lekcjach towarzyszył mi krucyfiks z
umęczonym, okrwawionym człowiekiem... Wysyłano nas do ojca Walsha na sześć
rózg. Była to najokrutniejsza i najbardziej poniżająca kara, jaką znam. Po
czterech uderzeniach rózgi każdy wybuchał płaczem(4).
To właśnie w szkole średniej narodziła się w Gordonie pewna
buntowniczość i niezależność. Wiązała się ona w dużej mierze z faktem
poczucia alienacji wynikającej z tego, iż nie do końca pasował do murów
tejże uczelni z powodu swego pochodzenia. Jego rówieśnicy z robotniczej
dzielnicy Newcastle dążyli w tym samym czasie do zdobycia zawodu, a potem
pracy w kopalniach lub stoczni, dlatego i dla nich Gordon stał się swego
rodzaju dziwakiem. Rodzice uważali natomiast, że podjęli słuszną decyzję,
a syn z wyższym wykształceniem stanie się chlubą rodziny. To także w tym
okresie za sprawą wuja, który zostawił u niego swoją gitarę po raz
pierwszy zainteresował się muzyką Był to rok 1959. Cztery lata później,
gdy Wielką Brytanią jak i całym światem zatrząsł zespół The Beatles,
Gordon grał na gitarze nie tylko ich piosenki, ale również Elvisa Presleya
czy grupy The Rolling Stones. Stopniowo rozszerzał pole swoich
zainteresowań muzycznych i już w czwartej klasie szkoły średniej, podjął
szaleńczą próbę bycia wyjątkowym. Pożyczyłem od przyjaciela kilka płyt
jazzowych. Żadna z nich mi się nie podobała, ale sądziłem, że wyjdzie mi
to na dobre. Słuchałem jedną po drugiej z partiami solowymi Theloniusa
Monka na fortepianie myśląc: na pewno dużo na tym skorzystam, chociaż to
takie okropne. Stopniowo jednak dorastałem do jazzu, podobnie było z
bluesem.... Przypominało to trochę zażywanie lekarstwa... Wytrzymywałem to
jakoś, ponieważ rozpaczliwie starałem się nadążyć za modą. W szóstej
klasie utworzyliśmy elitarną paczkę. Wiedzieliśmy, kim jest John
Witherspoonie i byliśmy straszliwie zarozumiali”(5).
Był to okres, kiedy zafascynowało go jazzowe brzmienie, a przede wszystkim
gitara basowa, być może dlatego, iż ulubieniec Gordona, Paul McCartney
grał właśnie na tym instrumencie. Bas stał się wówczas dla Sting czymś
wyjątkowym.
Uzyskawszy
zaledwie przeciętne wyniki na maturze, tylko kilka szkół wyższych mogło go
przyjąć. Wstąpił na uniwersytet Warwick, ale po kilku tygodniach jego
wyższa edukacja została przerwana – zaliczył tylko jeden semestr. W
poczuciu kompletnego zagubienia wstąpił do studium nauczycielskiego w
Newcastle, gdzie nabył uprawnienia do nauczania języka w szkole
podstawowej i średniej. W międzyczasie podejmował się różnych dodatkowych
zajęć takich jak praca na budowie, następnie jako urzędnik państwowy, co
niemal zakończyło się zwolnieniem z posady ze względu na czterogodzinne
przerwy na lunch, jakie sobie urządzał(6).
1.
R. Sellers, Sting – biografia, str.7, wyd. Britannica Press & Education,
Poznań 1992
2. Ch. Sandford, Sting – Demolation Man, str.19, wyd. C&T,
Toruń 2000
3. Miles, The Police, str.7, wyd. Rock-Service, Kraków 1996
4. R. Sellers, Sting – biografia, str.7, wyd. Britannica Press
& Education, Poznań 1992
5. R. Sellers, Sting – biografia, str.7, wyd. Britannica Press
& Education, Poznań 1992
6. R. Sellers, Sting – biografia, str.8, wyd. Britannica Press
& Education, Poznań 1992
|